Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corine de farme. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corine de farme. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 czerwca 2016

Nowy filmik: wielkie denko wiosna 2016

Hej Kochane!

Lubicie godne polecenia produkty? Lubicie wiedzieć, od czego trzymać się z daleka?
Jeśli tak, to zapraszam Was na mój nowy Projekt Denko, w którym omawiam produkty zużyte tej wiosny. Złapcie coś do picia i zapraszam serdecznie :)


Oczywiście piszcie co myślicie i co wy zużyłyście w ostatnim czasie.

Ja odmeldowuję się do spania :)

Dobranoc,
Klaudia xxx

wtorek, 16 września 2014

Denko: wiosna/lato 2014

Hej Kochani!

Na przełomie wiosny i lata, przed wielką przeprowadzką, moje życie wypełniały egzaminy i puste opakowania po kosmetykach. Chciałam zużyć wszystkiego jak najwięcej, żeby łatwiej było przewieźć mój dobytek do rodzinnego domu.
Wynikiem tego jest to denko, do napisania którego nie mogłam się zebrać, bo wiedziałam, że będzie DŁUGO.
Nie są to oczywiście wszystkie rzeczy, bo musiałabym pisać przez 3 dni :)
To do boju!


PIELĘGNACJA TWARZY


St. Ives peeling morelowy - mój ulubiony, najlepszy, dla mnie nie za mocny, ale na pewno nie sprawdzi się do wrażliwej skóry.

Simple tonik kojący - nie mogłam go zmęczyć, pachniał chemicznie i zostawiał lepką warstwę na skórze. Ja podziękuję!

Uriage woda termalna - od tamtej pory zużyłam dwie kolejne duże butelki (puszki?), sprawdza się idealnie, koi, nawilża. Stosuję codziennie. 



Biochemia Urody serum z wit.C - dla mnie pudło, lepkie i nieprzyjemne w aplikacji (nie chciałam dodawać alkoholu). Za dużo zachodu z mieszaniem i przelewaniem z dużego pojemniczka do małego z pipetą. Efektów też nie zauważyłam.

Ecospa - ta firma podbiła moje serce. Działa na zasadzie podobnej do BU, ale proces mieszania i łączenia składników jest zdecydowanie mniej skomplikowany. Zakupiłam u nich kilka produktów i w promocji do zakupów gratisem był wtedy peeling do twarzy z kwasami. TA MIESZANKA ZMIENIŁA MÓJ POGLĄD NA PIELĘGNACJĘ. Przekonała mnie do kwasów, uporządkowała stan mojej skóry i dzięki temu od tej pory jest o niebo lepiej. Ja na jesienne miesiące na pewno zamówię z Polski kolejną porcję ich specyfików, Wam też serdecznie polecam, bo ceny są przyjemne. O czym mówię? Kilk


Ziaja kuracja z wit.C - wiosną walczyłam z plamami po trądziku i to był pierwszy specyfik, który zakupiłam. Efekty były minimalne, ale stosowało się go bardzo przyjemnie. Cena ok 20zł, więc zdecydowanie wybrałabym zamiast tego peeling z kwasami z Ecospa.

Dermedic serum nawadniające - bardzo, bardzo przyjemny produkt. Ratował w chłodne miesiące moją skórę i eliminował suche skórki. Ma lekką konsystencję, więc nadaje się również pod makijaż. Na pewno nie poradzi sobie ze skrajnie przesuszoną skórą, chyba, że jako środek pomocniczy :)

Corine de Farme krem rozświetlający - mój ukochany krem do twarzy, zaraziłam miłością do niego pół swojej rodziny i znajomych. Nie rozpisuję się więcej, recenzję znajdziecie tu.

MAKIJAŻ


Revlon Colorstay podkład 150 buff - jakoś po pewnym czasie zawsze ponownie u mnie ląduje. Moja skóra musi się do niego przyzwyczaić, ale jak już tak się stanie to naprawdę fajnie się sprawdza. Minusem oczywiście jest brak pompki i zapach farby...

 Rimmel podkład Lasting Finish - lubię go, ale trochę się świeci i lepi, KONIECZNIE trzeba go przypudrować. Ma fajne krycie i dobry kolor dla mnie, podkłady Rimmela, nawet te najjaśniejsze, mają zazwyczaj żółte tony (dzięki za to!).

Maybelline podkład Affinitone 24h - nie, nie i nie. ZAWSZE jestem rozczarowana podkładami z Maybelline, bo te jasne są beżowe i po kilku godzinach noszenia różowe tony są jeszcze bardziej widoczne. Dlatego ja się chyba szybko na podkłady tej firmy nie skuszę.


 Cover Girl tusz Lashblast Fusion - zgadzam się z tym, że działanie mają takie same jak sobowtóry z Max Factor. Niezależnie, są to jedne z moich ulubionych drogeryjnych tuszy.

Yves Rocher tusz Sexy Pulp - świetnie się sprawdził, zdjęcia można znaleźć tu. Jeśli tylko go znajdę kiedyś na promocji to kupię ponownie.

L'biotica serum do rzęs - działa, tylko trzeba pamiętać o nim i być systematycznym. Ja niestety mam wrodzoną sklerozę, więc nie było spektakularnych efektów.

Catrice rozświetlacz na linię wodną - średniaczek, czasami wyglądał na zważony, nie trzymał się zbyt długo. Niestety bardzo szybko wysechł i połamał się na kawałeczki.

Catrice żel do brwi - mój hit, z którym się nie rozstanę. Tani i działa idealnie. Kolor się sprawdza, nie muszę na co dzień dodatkowo wypełniać brwi cieniem.


Carmex pomadka ochronna o zapachu granatu - chyba moja ulubiona wersja zapachowa, zakupiona w Stanach. Carmex jest jedynym sposobem na moje spierzchnięte zimą usta, nic innego tak dobrze się u mnie nie sprawdza.

Max Factor flamaster do ust - chyba jedna z pierwszych farbek do ust, boję się pomyśleć ile ją miałam. Bardzo lubiana, kolor bordowy idealny na jesień/zimę. Ale chyba nie wrócę, za dużo jest produktów tego typu do wypróbowania :)

Alterra pomadka rumiankowa - miała być do rzęs, ale się nie udało (czyt. skleroza). Do ust była ok, ale nie tak dobra jak Carmex.
 

 Paese puder ryżowy - moja miłość. Właśnie mi się skończył i dopiero za 2 tygodnie go odzyskam kiedy polecę do Polski. Super matuje, nie waży się, ma aksamitne wykończenie. Bardzo wydajny i ma dobry skład, bez talku i innych niespodzianek. NIE ZAPYCHA.
Gdy skończył mi się chciałam znaleźć coś na chwilowe zastępstwo tu, w Dublinie. Niestety, pudrów bardziej naturalnych nie byłam w stanie namierzyć. Kupiłam więc nowość od Maybelline, puder Matte Maker, mając na względzie, że byłam zadowolona z Dream Matte Powder zanim go wycofali. NIE POPEŁNIAJCIE tego błędu. Po dosłownie kilku dniach tak zapchał mi pory, że wyglądałam jakbym wróciła do swoich nastoletnich lat. Naiwna ja, gdy sprawdziłam skład to na drugim miejscu miał parafinę. Oddałam go koleżance (na jej własną odpowiedzialność), chociaż szczerze miałam ochotę wrzucić go do kosza. Zastąpiłam go Stay Matt z Rimmela i jestem zadowolona, chociaż Paese nie pobija.

 
Barry M lakiery do paznokci mint/blueberry icecream/raspberry - po 4 latach przyszła na nie pora. Świetna jakość w stosunku do ceny, czerwony zawsze miałam na paznokciach u stóp. Teraz chcę przetestować formuły żelowe z tej samej firmy.

Eveline żel do usuwania skórek - jak wyżej, za tą cenę nie można chcieć nic więcej. Na pewno kupię ponownie.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW


Alterra maska do włosów granat i aloes - jest ok, ale nie rozumiem szału. Dla mnie jest to bardziej odżywka, nie ma aż tak mocnego działania. Jednak chwalę za skład i zapach, pewnie jeszcze do mnie trafi przy promocji.

Kallos maska latte - świetna, tania i teraz już można ją wszędzie (prawie ;)) dostać. A ten zapach...

Aussie 3minutowa maska-cud - jakoś się nie polubiliśmy. Ma ładny zapach, ale średnie działanie. I opakowanie bez zamknięcia.


 Batiste suchy szampon - klasyk, który mnie już nie opuści.

Gliss Kur ekspresowa odżywka w płynie - czy odżywia to nie wiem, ale pomaga rozczesywać i wygładzać włosy. Przywiozę ze sobą z Polski :)

Marion jedwab do włosów - teraz mam ten z Green Pharmacy i lepiej mi się sprawdza. Także żegnaj, Marion!

Jantar wcierka do włosów - wiem, że zawsze mi pomoże, przeszłam już bodajże dwie kuracje. Tania i jest rozwiązaniem na wypadające włosy, dokładnie tego mi teraz potrzeba.

PIELĘGNACJA CIAŁA


 Dove żel pod prysznic figa i kwiat pomarańczy - bardzo lubię żele Dove, bo nie wysuszają skóry i nie muszę po nich używać balsamów. Zapach, jak wszystkie inne, delikatny, ale dla mnie to plus.

Gillette pianka do golenia - niby zbędny kosmetyk a ułatwia życie. Zaskakująco, był też wydajny.

Facelle żel do higieny intymnej - używałam i zgodnie z przeznaczeniem, i do mycia włosów, i do mycia pędzli. Uwielbiam takie uniwersalne produkty i na pewno do niego wrócę.





Fuss Wohl krem do stóp z łojem jelenia - również moje odkrycie, już wykończyłam kolejne opakowanie i zdecydowanie skuszę się na niego ponownie.

Nivea antyperspirant pearl&beauty - to już mój stały punkt programu, wcześniej czy później zawsze do niego wracam. Uwielbiam ten zapach i świetnie się u mnie sprawdza, nigdy mnie nie zawiódł.

Garnier regenerujący krem do rąk - jest to kolejny produkt, który wiem, że zawsze pomoże. Mróz bardzo przesusza mi ręce i zimy nie przeżyłabym bez tego kremu. Teraz, gdy przez pracę moje ręce również zaczęły być w tragicznym stanie (aż do tego stopnia, że skóra zaczęła pękać) kupiłam go i po problemie.

Ufff, czuję się jakbym miała dostać zadyszki. Mam nadzieję, że mój wywód Wam pomoże, może coś zaciekawi... ;-)

Ja uciekam spać, ale wracam szybciej niż ostatnio, z bardzo, BARDZO fajnymi nowościami.

Dobranoc,
Kia xxx

środa, 9 kwietnia 2014

Recenzja: Corine de Farme krem rozświetlający długotrwałe nawilżenie

Hej Kochani!

Dziś mam dla Was coś, co jest moim odkryciem ostatniego czasu. Czuję się wręcz dumna, że sama to sobie znalazłam i nie trafiłam na bubel. Mowa o kremie do twarzy firmy Corine de Farme.


 Szukałam jakiegoś kremu nawilżającego, który nadawałby się do mojej mieszanej cery, miałby w miarę naturalny skład, nie zapychał i nie zostawiał lepkiej warstwy na skórze, no i oczywiście żeby nie rujnował finansowo. Tak też, buszując po Hebe, na najniższej półce z 'naturalniejszymi' produktami, natknęłam się na ów krem.


Już się nauczyłam, że to, co obiecuje producent, nie zawsze pokrywa się z działaniem kosmetyku, ale w internecie za dużo nie znalazłam na temat tego produktu, więc stwierdziłam, że zaryzykuję i albo będzie to strzał w dziesiątkę, albo kolejny bubel do kolekcji.
Cena 17zł za wszystkie obiecywane właściwości nie była jakaś wygórowana, ale z drugiej strony nie chciało mi się wierzyć, że za kilkanaście złotych można mieć to wszystko.


 Krem kupujemy w opakowaniu typu airless, zapakowanym w kartonowe pudełko. Najbardziej lubię tego typu rozwiązania, gdyż nie ładujemy paluchów bezpośrednio do produktu, co oczywiście jest bardziej higieniczne.


Nie znam się tak bardzo na składach, ale wierzę w twierdzenie producenta, że krem jest w 95% tworzony z naturalnych składników. Zgadzam się z tym, że nawilża, jednocześnie nie powodując błyszczenia; skóra staje się bardziej promienna i gładka. Co do przebarwień to się nie wypowiem, bo moje są zbyt ciężkiego kalibru, żeby taki krem im coś zaradził.
Muszę dodać, że zapach kremu jest obłędny! Bardzo naturalny, przypuszczam, że są za niego odpowiedzialne ekstrakty z litchi oraz pestek borówki brusznicy.


Konsystencja jest bardzo lekka, także z powodzeniem mogą tego kremu używać osoby z cerą tłustą (która też potrzebuje nawilżenia). W żadnym wypadku nie można się sugerować słowem 'rozświetlający' w nazwie, które mnie samą na początku zniechęciło. Krem nie ma żadnych drobinek, poświaty, ani nic z tych rzeczy.

Ja zdecydowanie się do niego przekonałam, zużywam już drugie opakowanie. Moi najbliżsi zostali zmuszeni, by go wypróbować i u nich również się dobrze sprawdza.

Jest to po prostu świetny krem, który można z powodzeniem stosować na dzień, pod makijaż, jak i na noc. Ma w sobie wszystko, czego mogę szukać w kremie nawilżającym, dlatego ja tak łatwo go nie zostawię. Wam też polecam go wypróbować! :)

Szukajcie go w Hebe albo mniejszych drogeriach (na pewno Wispol na Podkarpaciu).

To tyle na dziś, dobranoc,
Kia xxx

niedziela, 2 lutego 2014

Ulubione: styczeń 2014

Witam Was Kochani w kolejnym miesiącu 2014 roku!
Czas biegnie nieubłaganie i nie wiadomo kiedy sesja dopadła biednych studentów. Jednak ja się nie daję, czas na przyjemności też musi się znaleźć :) Tak więc dziś przedstawiam Wam moich ulubieńców stycznia:


Nie robiłam jako takich postanowień noworocznych, ale kilka rzeczy sobie obiecałam, między innymi to, że bardziej będę dbać o skórę i skupię się na kosmetykach pielęgnacyjnych bardziej niż na makijażowych.


 Już od jakiegoś czasu przerzuciłam się na kosmetyki z lepszymi składami. Jednak mój kompan trądzik nie chce mnie w dalszym ciągu opuścić, chyba ze względu na wieloletnią zażyłość haha. Zaczęłam więc używać maści Epiduo od dermatologa, która niemiłosiernie wysusza i złuszcza skórę. Dlatego zaopatrzyłam się w kojące i nawilżające produkty:
  • woda termalna Uriage
  • krem nawilżający Corine de Farme
  • serum nawadniające Dermedic Hydrain3 Hialuro    

Ta kombinacja zdecydowanie zmniejszyła wysuszenie skóry, chociaż oczywiście nie do końca. Jednak wszystkie kosmetyki bardzo polubiłam i kupię ponownie. Krem (ok.15zł) i serum (ok. 30zł) dostępne są w Hebe, woda Uriage w aptekach i chyba również w SP.



Zostając przy tematyce twarzy to coś, co mi bardzo pomaga w dni kiedy moja twarz wygląda jak pole minowe to:
  • podkład Vichy Dermablend
Mam najjaśniejszy kolor, który na szczęście nie jest różowy. Zakrywa WSZYSTKO. Może nie matuje jakoś zabójczo, ale i tak wielki szacunek za to, że mogę się czuć w miarę pewna siebie kiedy moja skóra nie prezentuje się najlepiej. I to bez efektu maski! Wybaczam mu nawet opakowanie, z którego wylewa się za dużo produktu. I pomimo wysokiej ceny (ok. 85zł w aptekach) kupię go ponownie, bo ratuje mnie ze skórnych opresji.

Przekonałam się też do podkreślania brwi, a to za sprawą
  • żelu do brwi Catrice
 Jest chyba tylko jeden kolor, ale za to idealnie mi pasuje. Nie jest rudy, nie jest za ciemny. I brwi przez cały dzień 'siedzą' w jednym miejscu. Lubię bardzo!
(dostępny w szafach Catrice za ok. 15zł)


 Moimi włosami zajął się w ubiegłym miesiącu
  • szampon Yves Rocher z malwą dodający objętości
i bardzo korzystnie na nie wpłynął. Włosy są doczyszczone, błyszczące i lejące. Jest wydajny, kosztuje 11,90 i już mam kolejne opakowanie, tym razem z owsem. Duży plus za składy!


Ostatnie w kategorii pielęgnacji są:
  • krem do stóp Fuss Wohl z łojem jelenia
  • regenerujący krem do rąk Be Beauty
Takich ulubieńców najbardziej lubię - szeroko dostępnych i na każdą kieszeń, dodatkowo jakoś nie spodziewałabym się po nich niczego specjalnego, gdybym je zobaczyła na półce sklepowej, jednak polecane były na kanale Agnieszki nissiax83. Fajnie pielęgnują i zmiękczają przesuszoną zimnem skórę. Oba za ok. 5zł (dostępne kolejno w Rossmannie i Biedronce).

 DODATKOWO
 niekosmetycznie

  •  woski Yankee Candle
Są moim hitem od kilku już miesięcy. Umilają mi długie zimne wieczory, kiedy to nawet nie chce się wychodzić z domu. Oczywiście moje ulubione zapachy to te 'męskie', nr 1 to zdecydowanie Beach Wood. Jeśli ktoś woli zapachy słodsze lub bardziej kwiatowe to też z pewnością coś dla siebie znajdzie. W Krakowie można sobie 'wywąchać' różne opcje w ich sklepie przy ul. Miodowej.
Cena to ok. 6-7zł za sztukę i wystarcza na kilka dobrych paleń. Jest to świetna opcja, jeśli tak jak ja nie wyobrażacie sobie wydać 60zł na świeczkę.


 A jak już siedzę sobie wieczorami w moim ciepłym pokoju (pachnącym przystojnym facetem haha), to lubię wypić coś ciepłego. I w styczniu trafiłam na...
  • herbatę Big-Active cytryna&mango
...a teraz kończę już drugie opakowanie. Skusiło mnie w niej głównie mango, na którego punkcie od zawsze mam obsesję. Ja dodatkowo dodaję łyżeczkę miodu i wypijam tą kombinację nałogowo. Mam tylko nadzieję, że nie jest to limitowana edycja i mi ją zabiorą... Byłoby smutno.
Dostępna na pewno w Auchan (ok. 5zł) oraz w Polo Markecie (teraz po 4,29zł).
Spróbujcie!

To chyba na tyle, dajcie znać co Wam umila zimę i jakich odkryć kosmetycznych dokonaliście w styczniu.
Ja ze swojej strony życzę, by luty był bardzo udany i by wszyscy studenci zdali sesję.
Pamiętajcie, zawsze jest drugi termin! ;)

Buziaki,
Kia xx