Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 marca 2016

Recenzja: tusz Eveline So Glamour Volume

Hej Kochani!

Nie będę nawet zaczynać się tłumaczyć. Nie było mnie tak długo, że aż wstyd liczyć...

Ale dziś przychodzę do Was z recenzją (uwaga, spoiler!) świetnego produktu do rzęs.
Podejrzałam go u Aliny tutaj i nawet nie spodziewałam się, że aż tak mi podpasuje.

Mowa tutaj o tuszu Eveline So Glamour Volume:


Wrzuciłam go do koszyka w Rossmannie, ponieważ potrzebowałam nowego tuszu, zauroczył mnie kolor opakowania oraz kształt tubki skojarzył mi się z tuszami Max Factor False Lash Effect, które są moimi ulubionymi z drogerii. Zaciekawiło mnie, czy za frakcję ich ceny, ten z Eveline sprawdzi się chociaż po części tak dobrze. I muszę przyznać, że się zakochałam!

 

Szczoteczka na pierwszy rzut oka też od razu przywołała mi na myśl owe z tuszy Max Factor. Silikonowa, dużo krótkich włosków, które świetnie podkreślają rzęsy każdej długości. Kształt jest owalny z dłuższymi włoskami pośrodku szczoteczki.
Działa naprawdę cudownie na moje rzęsy - których prawie nie ma - podkreśla je, wydłuża i pogrubia, bez efektu pandy i grudek.

Efekty działania tego cudeńka możecie zobaczyć poniżej:





Chciałabym jeszcze nadmienić, że posiadam już ten tusz ponad 3 miesiące i lekko już wysechł, ale dalej sprawdza się bardzo dobrze. I nawet teraz, kiedy nie jest już aż tak mokry (chociaż nigdy nie był zbyt mokry, czego bardzo nie lubię) nie kruszy się i nie osypuje, co jest największym plusem!

Jeszcze nie jesteście przekonani? To może cena do Was przemówi ostatecznie. To cudeńko, które może śmiało rywalizować z najdroższymi tuszami drogeryjnymi, znajdziecie za około 16 zł w szafach Eveline. Czego chcieć więcej?

Mam nadzieję, że miło spędziliście te kilka chwil i skusiłam Was tym moim odkryciem.
A co Wy pokochaliście ostatnio?

Buziaki,
Klaudia

wtorek, 16 września 2014

Denko: wiosna/lato 2014

Hej Kochani!

Na przełomie wiosny i lata, przed wielką przeprowadzką, moje życie wypełniały egzaminy i puste opakowania po kosmetykach. Chciałam zużyć wszystkiego jak najwięcej, żeby łatwiej było przewieźć mój dobytek do rodzinnego domu.
Wynikiem tego jest to denko, do napisania którego nie mogłam się zebrać, bo wiedziałam, że będzie DŁUGO.
Nie są to oczywiście wszystkie rzeczy, bo musiałabym pisać przez 3 dni :)
To do boju!


PIELĘGNACJA TWARZY


St. Ives peeling morelowy - mój ulubiony, najlepszy, dla mnie nie za mocny, ale na pewno nie sprawdzi się do wrażliwej skóry.

Simple tonik kojący - nie mogłam go zmęczyć, pachniał chemicznie i zostawiał lepką warstwę na skórze. Ja podziękuję!

Uriage woda termalna - od tamtej pory zużyłam dwie kolejne duże butelki (puszki?), sprawdza się idealnie, koi, nawilża. Stosuję codziennie. 



Biochemia Urody serum z wit.C - dla mnie pudło, lepkie i nieprzyjemne w aplikacji (nie chciałam dodawać alkoholu). Za dużo zachodu z mieszaniem i przelewaniem z dużego pojemniczka do małego z pipetą. Efektów też nie zauważyłam.

Ecospa - ta firma podbiła moje serce. Działa na zasadzie podobnej do BU, ale proces mieszania i łączenia składników jest zdecydowanie mniej skomplikowany. Zakupiłam u nich kilka produktów i w promocji do zakupów gratisem był wtedy peeling do twarzy z kwasami. TA MIESZANKA ZMIENIŁA MÓJ POGLĄD NA PIELĘGNACJĘ. Przekonała mnie do kwasów, uporządkowała stan mojej skóry i dzięki temu od tej pory jest o niebo lepiej. Ja na jesienne miesiące na pewno zamówię z Polski kolejną porcję ich specyfików, Wam też serdecznie polecam, bo ceny są przyjemne. O czym mówię? Kilk


Ziaja kuracja z wit.C - wiosną walczyłam z plamami po trądziku i to był pierwszy specyfik, który zakupiłam. Efekty były minimalne, ale stosowało się go bardzo przyjemnie. Cena ok 20zł, więc zdecydowanie wybrałabym zamiast tego peeling z kwasami z Ecospa.

Dermedic serum nawadniające - bardzo, bardzo przyjemny produkt. Ratował w chłodne miesiące moją skórę i eliminował suche skórki. Ma lekką konsystencję, więc nadaje się również pod makijaż. Na pewno nie poradzi sobie ze skrajnie przesuszoną skórą, chyba, że jako środek pomocniczy :)

Corine de Farme krem rozświetlający - mój ukochany krem do twarzy, zaraziłam miłością do niego pół swojej rodziny i znajomych. Nie rozpisuję się więcej, recenzję znajdziecie tu.

MAKIJAŻ


Revlon Colorstay podkład 150 buff - jakoś po pewnym czasie zawsze ponownie u mnie ląduje. Moja skóra musi się do niego przyzwyczaić, ale jak już tak się stanie to naprawdę fajnie się sprawdza. Minusem oczywiście jest brak pompki i zapach farby...

 Rimmel podkład Lasting Finish - lubię go, ale trochę się świeci i lepi, KONIECZNIE trzeba go przypudrować. Ma fajne krycie i dobry kolor dla mnie, podkłady Rimmela, nawet te najjaśniejsze, mają zazwyczaj żółte tony (dzięki za to!).

Maybelline podkład Affinitone 24h - nie, nie i nie. ZAWSZE jestem rozczarowana podkładami z Maybelline, bo te jasne są beżowe i po kilku godzinach noszenia różowe tony są jeszcze bardziej widoczne. Dlatego ja się chyba szybko na podkłady tej firmy nie skuszę.


 Cover Girl tusz Lashblast Fusion - zgadzam się z tym, że działanie mają takie same jak sobowtóry z Max Factor. Niezależnie, są to jedne z moich ulubionych drogeryjnych tuszy.

Yves Rocher tusz Sexy Pulp - świetnie się sprawdził, zdjęcia można znaleźć tu. Jeśli tylko go znajdę kiedyś na promocji to kupię ponownie.

L'biotica serum do rzęs - działa, tylko trzeba pamiętać o nim i być systematycznym. Ja niestety mam wrodzoną sklerozę, więc nie było spektakularnych efektów.

Catrice rozświetlacz na linię wodną - średniaczek, czasami wyglądał na zważony, nie trzymał się zbyt długo. Niestety bardzo szybko wysechł i połamał się na kawałeczki.

Catrice żel do brwi - mój hit, z którym się nie rozstanę. Tani i działa idealnie. Kolor się sprawdza, nie muszę na co dzień dodatkowo wypełniać brwi cieniem.


Carmex pomadka ochronna o zapachu granatu - chyba moja ulubiona wersja zapachowa, zakupiona w Stanach. Carmex jest jedynym sposobem na moje spierzchnięte zimą usta, nic innego tak dobrze się u mnie nie sprawdza.

Max Factor flamaster do ust - chyba jedna z pierwszych farbek do ust, boję się pomyśleć ile ją miałam. Bardzo lubiana, kolor bordowy idealny na jesień/zimę. Ale chyba nie wrócę, za dużo jest produktów tego typu do wypróbowania :)

Alterra pomadka rumiankowa - miała być do rzęs, ale się nie udało (czyt. skleroza). Do ust była ok, ale nie tak dobra jak Carmex.
 

 Paese puder ryżowy - moja miłość. Właśnie mi się skończył i dopiero za 2 tygodnie go odzyskam kiedy polecę do Polski. Super matuje, nie waży się, ma aksamitne wykończenie. Bardzo wydajny i ma dobry skład, bez talku i innych niespodzianek. NIE ZAPYCHA.
Gdy skończył mi się chciałam znaleźć coś na chwilowe zastępstwo tu, w Dublinie. Niestety, pudrów bardziej naturalnych nie byłam w stanie namierzyć. Kupiłam więc nowość od Maybelline, puder Matte Maker, mając na względzie, że byłam zadowolona z Dream Matte Powder zanim go wycofali. NIE POPEŁNIAJCIE tego błędu. Po dosłownie kilku dniach tak zapchał mi pory, że wyglądałam jakbym wróciła do swoich nastoletnich lat. Naiwna ja, gdy sprawdziłam skład to na drugim miejscu miał parafinę. Oddałam go koleżance (na jej własną odpowiedzialność), chociaż szczerze miałam ochotę wrzucić go do kosza. Zastąpiłam go Stay Matt z Rimmela i jestem zadowolona, chociaż Paese nie pobija.

 
Barry M lakiery do paznokci mint/blueberry icecream/raspberry - po 4 latach przyszła na nie pora. Świetna jakość w stosunku do ceny, czerwony zawsze miałam na paznokciach u stóp. Teraz chcę przetestować formuły żelowe z tej samej firmy.

Eveline żel do usuwania skórek - jak wyżej, za tą cenę nie można chcieć nic więcej. Na pewno kupię ponownie.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW


Alterra maska do włosów granat i aloes - jest ok, ale nie rozumiem szału. Dla mnie jest to bardziej odżywka, nie ma aż tak mocnego działania. Jednak chwalę za skład i zapach, pewnie jeszcze do mnie trafi przy promocji.

Kallos maska latte - świetna, tania i teraz już można ją wszędzie (prawie ;)) dostać. A ten zapach...

Aussie 3minutowa maska-cud - jakoś się nie polubiliśmy. Ma ładny zapach, ale średnie działanie. I opakowanie bez zamknięcia.


 Batiste suchy szampon - klasyk, który mnie już nie opuści.

Gliss Kur ekspresowa odżywka w płynie - czy odżywia to nie wiem, ale pomaga rozczesywać i wygładzać włosy. Przywiozę ze sobą z Polski :)

Marion jedwab do włosów - teraz mam ten z Green Pharmacy i lepiej mi się sprawdza. Także żegnaj, Marion!

Jantar wcierka do włosów - wiem, że zawsze mi pomoże, przeszłam już bodajże dwie kuracje. Tania i jest rozwiązaniem na wypadające włosy, dokładnie tego mi teraz potrzeba.

PIELĘGNACJA CIAŁA


 Dove żel pod prysznic figa i kwiat pomarańczy - bardzo lubię żele Dove, bo nie wysuszają skóry i nie muszę po nich używać balsamów. Zapach, jak wszystkie inne, delikatny, ale dla mnie to plus.

Gillette pianka do golenia - niby zbędny kosmetyk a ułatwia życie. Zaskakująco, był też wydajny.

Facelle żel do higieny intymnej - używałam i zgodnie z przeznaczeniem, i do mycia włosów, i do mycia pędzli. Uwielbiam takie uniwersalne produkty i na pewno do niego wrócę.





Fuss Wohl krem do stóp z łojem jelenia - również moje odkrycie, już wykończyłam kolejne opakowanie i zdecydowanie skuszę się na niego ponownie.

Nivea antyperspirant pearl&beauty - to już mój stały punkt programu, wcześniej czy później zawsze do niego wracam. Uwielbiam ten zapach i świetnie się u mnie sprawdza, nigdy mnie nie zawiódł.

Garnier regenerujący krem do rąk - jest to kolejny produkt, który wiem, że zawsze pomoże. Mróz bardzo przesusza mi ręce i zimy nie przeżyłabym bez tego kremu. Teraz, gdy przez pracę moje ręce również zaczęły być w tragicznym stanie (aż do tego stopnia, że skóra zaczęła pękać) kupiłam go i po problemie.

Ufff, czuję się jakbym miała dostać zadyszki. Mam nadzieję, że mój wywód Wam pomoże, może coś zaciekawi... ;-)

Ja uciekam spać, ale wracam szybciej niż ostatnio, z bardzo, BARDZO fajnymi nowościami.

Dobranoc,
Kia xxx

sobota, 10 maja 2014

Zakupy: rozpusta w biały dzień... czyli -49% w Rossmannie

Hej Kochani!

Mamy już ostatnie dwa dni tego promocyjnego zawrotu głowy w Rossmannie. Można było znaleźć bardzo fajne okazje, o ile ktoś ma głowę na karku. Niestety łatwo jest wpaść w przecenowe szaleństwo między półkami i pakować do koszyka produkty w tych jakże atrakcyjnych cenach... tylko później otrząsamy się z amoku i zadajemy sobie pytanie: po co mi to wszystko?

Jest na to wszystko banalny sposób. Ja moje zasoby kosmetyczne minimalizuję i zawsze mam na uwadze, gdy coś mi się kończy. Zazwyczaj wiem, co chcę wypróbować następnie i zaczynam przeglądać gazetki wszystkich drogerii, porównuję ceny i później nie dam się złapać pod wpływem chwili na pseudo-okazję. Róbcie listy, zapisujcie produkty i ich ceny w różnych miejscach, a zawsze będziecie kilka złotych do przodu :)

Wracając do tematu... Jestem z siebie dumna, ponieważ w swoich zakupach ograniczyłam się i kupiłam to, co chciałam. No, może z jednym małym wyjątkiem ;-)


Pierwszy tydzień promocji skupiał się na podkładach, pudrach i różach.
Mój Colorstay z Revlona już był na ostatniej prostej do wykończenia i bardzo chciałam dorwać Healthy Mix Serum z Bourjois, ale niestety w Krakowie się to nie udało. Jednak dzięki pomocy mamy go mam. Dodatkowo skusiłam się na Rimmel Wake Me Up, bo słyszałam o nim same dobre rzeczy. Złożyło się idealnie, bo Healthy Mix jest o ton za ciemny i będzie idealny na lato, a teraz czas na Rimmela.

Ceny: Bourjois ok. 31zł, Rimmel ok. 22zł
  
Tydzień później przyszedł czas na oczy, więc kupiłam na zapas moją nową ulubioną maskarę z Wibo oraz udało mi się znaleźć osławiony tusz z Lovely. Ceny powalające!

Ceny: Wibo ok. 6.50zł, Lovely ok. 4.50zł

I ostatni tydzień, jeszcze trwający, stawia na usta i paznokcie. Bardzo się powstrzymywałam, żeby nie powiększyć swojej gigantycznej kolekcji lakierów i udało się.
Znalazłam za to linię błyszczyków z Eveline, które podbiły moje serce. Najpierw zakupiłam jasnoróżowy i używałam go codziennie, więc wczoraj wróciłam po 3 kolejne.
Będzie recenzja, bo są porównywalne do innych ulubionych przeze mnie błyszczyków!

Cena: 4zł z groszami!

Nie było tak źle :) Co prawda te błyszczyki nie były mi niezbędne, ale czuję, że to może być nowa miłość. A resztę testuję i podejrzewam, że jeszcze o nich usłyszycie.

A co Wy upolowaliście na promocjach?

Miłego weekendu,
Kia xxx




poniedziałek, 24 lutego 2014

Wiosenne porządki: przeterminowane kosmetyki.

Być może jestem niepoprawną optymistką pod tym względem, ale ja już czuję w powietrzu wiosnę. Wiem, że jeszcze nawet nie mamy marca. Wiem, że prawdopodobnie będę się wkurzać, kiedy temperatura znów spadnie poniżej zera. Ale na razie się tym nie przejmuję i korzystam z energetycznego kopa, który ostatnio daje mi słońce (i zdana sesja, yeah!).

Okres tzw. 'przedwiośnia' kojarzy mi się głównie z porządkami. Pozbywamy się nagromadzonych przez zimę szpargałów oraz gratów i odświeżamy nasze domy. Ja też tak powoli robię, a zaczęłam od mojej kolekcji kosmetyków.

Jako, że zaczęłam twardo wprowadzać projekt denko i nieźle mi idzie, to postanowiłam też zrobić przegląd rzeczy, które ewidentnie za długo u mnie zalegały. A efekty są takie:

L-P: błyszczyk Goddess of the Night; błyszczyki Mega Shine kolor Pink Frost i French Kiss; szminka kolor Sash

 4 produkty NYX, firmy, którą uwielbiam, ale... tym razem jakoś nam nie wyszło.
Błyszczyk Goddess of the Night, którego zużyłam znaczną część, na ustach był bezbarwny. Lubiałam go, ale już zrobił się mętny. A reszta to kolorystyczna klapa, odcienie Pink Frost i Sash były zbyt perłowe, a po French Kiss jakoś nie sięgałam.
Mimo to posiadam kolory, które uwielbiam i mogę śmiało powiedzieć, że błyszczyki Mega Shine z NYX są jednymi z najlepszych jakich używałam.

L-P: błyszczyk GILT z Primarka, błyszczyk Eveline Fruit Garden, błyszczyk Lovely z molekułami szczęścia
Pierwszy strasznie się kleił, ale to do tego stopnia, że ciężko było otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, chociaż fajnie chłodził i pachniał mentolem. 
Ten z Eveline zaraz znikał z ust, ale miał fajny kolor i owocowy zapach.
A Lovely miał fajny kolor, ale beznadziejne opakowanie, które przeciekało, dziwną, plastikową 'łopatkę' do aplikacji i nachalny zapach. No i te molekuły szczęścia, haha.
 
Paletka cieni z Avonu

Jedne z moich najstarszych cieni. Kiedyś byłam konsultantką firmy Avon i używałam głównie ich produktów. Jak na początek przygody z makijażem to wydaje mi się, że sprawdziły się idealnie. Poszły w kąt kiedy poznałam inne, bardziej napigmentowane kosmetyki. A ta paletka idzie do kosza, bo aż boję się liczyć, ile ma lat.

Paletki Avon

Podobnie jak wyżej. Podobała mi się forma 'oka', no i były dość tanie, ale niezbyt napigmentowane, więc leżały nieużywane. Czas się rozstać.


 Eyeliner w żelu z Essence (kolor London Baby) oraz Maybelline (czarny).
Jeden bardzo, bardzo lubiłam, a drugim się rozczarowałam. I tu wygrywa Essence. Fajnie mi służył, ale w końcu za bardzo wysechł i nie dało się go już używać. Miał idealny dla mnie kolor, taki ciemny, chłodny brąz. Zużyłam 1/2 opakowania i chciałam kupić ponownie, ale nigdzie nie mogę go znaleźć, został wycofany. Buu.
Za to ten z Maybelline od początku mi nie leżał. Był zbyt 'pastowaty', nie umiałam nim zrobić ładnej kreski. A jak jeszcze trochę wysechł to już w ogóle. Żałuję, że go kupiłam, a przecież tyle osób go chwali.


Tusze Rimmel się u mnie nie sprawdzają, bez wyjątku, chyba są po prostu zbyt mokre. Ten również, a ta szczoteczka to już w ogóle. Ustawienia 1 używałam do dolnych rzęs, 2 i 3 nabierały zbyt dużo produktu i moje rzęsy wyglądały katastrofalnie. Aż mi lżej bez niego.
Liner z L'Oreal był super, gąbeczka miała idealną miękkość do łatwego narysowania kreski. Kolor również świetny, idealnie czarny.


Tonik Normaderm nada się świetnie do trądzikowej, bardzo tłustej skóry, bo alkohol w nim zawarty może trochę wysuszyć. Mi posłużył kiedy było BARDZO źle z moją skórą, ale teraz już nie używam tego rodzaju toników.


Polecam, bo fajnie wysusza wypryski. Można stosować punktowo, albo jako maseczkę. Ja się zagapiłam i końcówka, która mi została, przeterminowała się.



 I ten oto osławiony TriAcneal z Avene. Dramat. Zrobił mi katastrofę na twarzy, którą później musiałam leczyć u dermatologa. Wiedziałam, że na początku może być wysyp niespodzianek, zagryzałam zęby przez jakiś czas, ale po dwóch miesiącach się poddałam, bo nic a nic się nie polepszało, wręcz było coraz gorzej. Jeśli kogoś kusi, to zdobądźcie próbki, poproście w aptece, przeszukajcie allegro. Czasami nie warto ryzykować.


 I ostatni kandydat, krem matujący z Tołpy. Nie był jakimś bublem, ale był przeciętny. Opakowanie za to beznadziejne, zakrętka się rozwaliła (jak widać na zdjęciu próbowałam kleić) i produkt sam się wyciskał. Za tę cenę podziękuję.

 Jak miłe jest uczucie, kiedy wyrzuca się zalegające rzeczy. Z drugiej strony uczy mnie to, żeby dokładnie sprawdzać recenzje, jeśli chcę coś kupić. To co się da, to sprzedaję lub rozdaję, żeby się nie zmarnowało, ale szczerze przyznam, że chyba wolę mieć mniej produktów niż za dużo.

Na koniec mam prośbę, szukam fajnego, niedrogiego eyelinera w żelu w brązowym kolorze, możecie mi coś polecić? Essence wycofało swój, Catrice zresztą też. Nawet na allegro ich brak. Pomocy!

A teraz życzę dobrej nocy i do usłyszenia niedługo,
Kia xxx


środa, 15 stycznia 2014

Denko: edycja styczeń 2014

No i mamy zimę, która tak naprawdę jeszcze nie przyszła. Przez to, że dalej jest szaro i buro, czuję się jakby był listopad. Deficyt słońca niestety źle na mnie działa, bo odczuwam ogólne lenistwo i 'niechceniemisię' w każdym możliwym aspekcie życia. No ale przecież nie mogę tak ciągnąć do kwietnia/maja, kiedy to znów będzie ciepło i zielono. Więc postanowiłam coś z tym zrobić :)

Jako, że wydaje mi się, że mam lekkie OCD (zasugerowane przez współlokatorkę), zmiany zazwyczaj rozpoczynam od porządków. Tak więc pokażę Wam dziś część pierwszą moich porządków, a mianowicie projekt denko.


Od jakiegoś czasu stosuję metodę, że najpierw coś wykańczam, zanim otwieram nowy produkt. Idzie mi nieźle, ale jeszcze trochę muszę nad 'swoją kolekcją' popracować.

Ale nie przedłużając, zaczynajmy:

PIELĘGNACJA WŁOSÓW


  Garnier Ultra Doux, odżywka do włosów, różne rodzaje
Wszystkie te odżywki wypróbowałam, bo uwielbiam wersję z awokado i masłem karite, którą chyba każda osoba interesująca się 'zdrowszą' pielęgnacją włosów zna. Zużyłam już kilka jej opakowań i na pewno kupię ponownie. Wersja z morelą i olejkiem migdałowym (pierwsza po lewej) była ok, ale rzadka konsystencja powodowała, że spływała z włosów. Nie nawilżała też jakoś specjalnie moich włosów, więc może bardziej sprawdzi się u kogoś, kto ma włosy normalne/przetłuszczające się na długości. Podobnie było z tą z lawendą i różą, nic specjalnego, tych dwóch nie kupię znowu. Ta z olejkiem arganowym i żurawiną jest bardzo fajna, nie aż tak jak ta żółta, ale dla odmiany zdarza mi się ją kupować. Na pewno wszystkim trzeba przyznać, że pachną niesamowicie!

 Babydream, szampon do włosów
Bardzo chwalony przez włosomaniaczki, jednak ciężko mi było go rozprowadzić na głowie, bo plątał mi włosy. Zresztą wydawało mi się, że ich nie doczyszcza. Jeśli komuś nie przetłuszczają się włosy u nasady, to można spróbować, szczególnie, że ma dobry skład i w promocji kosztuje 3-4zł. Ja się już nie skuszę.


  Farmona Jantar, odżywka do włosów i skóry głowy
To była moja druga butelka i z pewnością do niej wrócę. Podoba mi się zapach, cena jest stosunkowo niska a wcieranie co 1-2 dni powoduje u mnie wysyp nowych włosów. Muszę jedynie skrytykować butelkę. Szklana, z nieporęcznym plastikowym 'kapslem' nie ułatwia aplikacji. Ja przelewam do plastikowej butelki z atomizerem.

  IHT9, olejek do wypadających włosów
Świetnie sobie radzi z zahamowaniem wypadania włosów, ma naturalny skład, bo jest to po prostu mieszanka olejków i wyciągów roślinnych (m.in. z kozieradki). Pachnie trochę dziwnie, ale jakoś mogę to wybaczyć kosmetykom naturalnym. Kupiony w mydlarni Amellie w Krakowie za 38zł. Tylko znów, trzeba sobie zmienić opakowanie na coś z lepszym aplikatorem.

  John Frieda, spray rozjaśniający włosy
Jako, że nie chcę wrócić do farbowania włosów, to tak sobie radzę z odrostami, które delikatnie rozjaśniam tym produktem. Pewnie nie jest to dla nich najzdrowsze, ale nie muszę poprawiać raz już rozjaśnionych partii włosów, tylko odrosty. I nie jest to też zmiana drastyczna, więc moja czupryna nie znosi tego aż tak źle. Jedynym minusem jest cena, która w Polsce jest kosmiczna. To opakowanie kupiłam na wakacjach w USA za jakieś 9$. Wcześniej miałam ten produkt z Irlandii, gdzie go znalazłam za jakieś 5EUR. Tak więc zostaje polowanie na niego w jakichś promocjach.
Ciekawi mnie też podobny produkt z Marc Anthony zdaje się, który wypatrzyłam w Hebe. Jeśli ktoś go zna, to piszcie w komentarzach, co o nim sądzicie :)

 Batiste, suchy szampon
Tego produktu nie trzeba chyba przedstawiać. Chyba działa u mnie najlepiej ze wszystkich suchych szamponów i polecam do wypróbowania, bo przy jego użyciu mogę myć włosy co 3 dni. Ale obecnie ograniczam jego używanie, bo mam podejrzenia, że wysusza mi skórę głowy.

John Frieda, spray nadający objętości włosom Kupiłam go kiedyś na wyprzedaży w Rossmannie, był bardzo wydajny i naprawdę działał, nawet przy moich długich włosach. Wolę jego od tych wszystkich pudrów-cud, które powodują, że włosy są tępe i szorstkie w dotyku, a nie unoszą się nawet na mm. W sumie byłam zdziwiona, że mi się sprawdził, pozytywnie zdziwiona :D

KOSMETYKI DO MAKIJAŻU
Chyba najbardziej mnie cieszy, gdy wykańczam rzeczy z tej kategorii, bo zdarza się to rzadziej niż z resztą.
 

 Wibo Extreme Lashes, tusz do rzęs, czarny Bardzo przyzwoity tusz za rozsądną cenę (ok.9-10zł). Może się odrobinę kruszyć, ale zauważyłam, że tak się często dzieje z tuszami za tą cenę. Jeśli ktoś musi uważać na budżet, to polecam!

Colour Alike, płynna pomadka, #49 Moja ulubiona seria błyszczyków. Świetna konsystencja, która trzyma się ust a nie jest klejąca, fajne kremowe kolory, na ustach wyglądają jak w opakowaniu, nie stają się półprzezroczyste. Cena nie była wygórowana bo jakieś 15-18zł. Ale niestety, pani w sklepie ostatnio poinformowała mnie, że już ich nie produkują. Buuuu :( Próbuję ich jeszcze szukać on-line, ale jest ciężko. Uwielbiałam je! Mam jeszcze dwa inne kolory, teraz aż szkoda mi ich używać. Moją dokładną recenzję można sprawdzić tu.

Flormar, podkład Mat touch
To był taki bogaty podkład, dawał wysokie krycie, świetnie nadawał się na zimowe miesiące. Czasami ważył mi się na twarzy, do tej pory nie wiem dlaczego, były dni, że wyglądał fantastycznie, a niekiedy wyglądał strasznie. Kolorów jest niewiele, ale bardzo blade osoby na pewno znajdą coś dla siebie, nie spotkałam się chyba nigdy z takim dużym wyborem jasnych kolorów. Jednak bardziej chyba polecam podkład z serii Perfect Coverage niż ten.

Max Factor, podkład Face Finity 3w1
 Zużyłam, ale chyba do niego nie wrócę. Produkty 'kilka w 1' jakoś się u mnie nie sprawdzają. Plus za szklane opakowanie z pompką.

CoverGirl, tusz do rzęs Clump Crusher
Polskim odpowiednikiem jest tusz Max Factor Clump Defy. Bardzo lubię tusze tej firmy, zawsze kupuję te w wersji wodoodpornej, bo lepiej wyglądają na moich rzęsach. Jednak jak na razie ulubieńcem dalej pozostaje False Lash Effect Fusion. Teraz chcę wypróbować tą nową, która ma dwie szczoteczki.

Eveline, Celebrities eyeliner
Bardzo fajny liner, ze standardowym, cienkim pędzelkiem, który ułatwia pracę nad kreską osobom takim jak ja, które chyba nigdy nie nauczą się ich idealnie robić. Tutaj miałam kolor brązowy, który był tak ciemny, że prawie czarny. Teraz mam stricte czarny i też bardzo sobie go chwalę. Kosztuje ok. 10zł.

PIELĘGNACJA CIAŁA


 Vichy Normaderm, żel do mycia twarzy
Bardzo go lubiłam, ale po jakimś czasie moja skóra się chyba do niego przyzwyczaiła (do tej butelki przelewałam produkt z większego opakowania 400ml). Jeśli ktoś go używa, to po zużyciu takiej butelki 200ml radzę robić sobie przerwę. Zmniejszył mi liczbę wyprysków, ale też lekko wysuszał skórę. Teraz używam kosmetyków bardziej naturalnych, ale być może kiedyś do niego wrócę.

Bielenda, masło do ciała o zapachu granatu
Pachniało CUDOWNIE. Niestety, nawilżenie było żadne, więc raczej go ponownie nie kupię.

Ava, krem z zieloną herbatą do skóry suchej
Świetny krem, fajnie nawilża, szybko się wchłania bez pozostawiania lepkiej warstwy na skórze. Pod makijaż też się sprawdza. Cena niska, działanie genialne. Nie wiem czy będzie wystarczająco nawilżał bardzo suchą skórę, ale dla mojej mieszanej jest idealny. I ten zapach! Coś mi przypomina, ale nie mogę sobie uzmysłowić co...

Biovax, serum na końcówki włosów z wit. A+E
Zaplątał się do tej kategorii, ale nie zignoruję go, o nie! Ma przyjemny zapach i fajne działanie, jeśli będę potrzebowała tego typu produktu to go z pewnością kupię. W promocji kosztuje kilka złotych.

Bielenda, dwufazowy płyn do demakijażu z bawełną
To już moje któreś z kolei opakowanie, bardzo lubię ten produkt. Dobrze sobie radzi z wodoodpornymi produktami, kosztuje niewiele, nie powoduje u mnie wypadania rzęs. Czego chcieć więcej??


Lactacyd Femina, płyn do higieny intymnej
Bardzo dobry, delikatny produkt, zużyłam kilka opakowań, ale w końcu znalazłam piankę Facelle z Rossmanna i to przy niej zostanę, bo sprawdza się równie dobrze a kosztuje połowę ceny.

Lirene, peeling do ciała Stop Cellulit
Cukrowy peeling, bardzo fajnie pachnie pomarańczami (z tego co pamiętam), robi to, co ma robić, mógłby jedynie być trochę gęstszy, bo mój trochę za bardzo spływał przy aplikacji. Mimo tego jestem na tak!

Johnson's Baby, kojący żel do mycia ciała na dobranoc
Uwielbiam jego zapach. To jest moje jedyne usprawiedliwienie. To było moje drugie opakowanie, bo mało co potrafi tak mnie zrelaksować swoim zapachem. Opakowanie jest duże, bo 400ml, więc wystarcza na długo. Kupiłam go w Super Pharm na promocji za jakieś 12zł. I z pewnością jeszcze do mnie wróci.

Dove, kremowy mus pod prysznic
Oj, to był bardzo przyjemny produkt. Dosłownie jak mycie się balsamem do ciała. Dla mnie to bardzo dobrze, bo jeśli chodzi o balsamy jako takie to używam ich raczej od święta. Szkoda, że nie ma więcej zapachów, ten ma taki typowy zapach mydła Dove, a drugi jest bezzapachowy, z tego co kojarzę. Także, Dove, Klaudia prosi o więcej zapachów!

Lirene, żel pod prysznic z oliwką z mango
Mango uwielbiam pod każdą postacią. Ten żel może jakoś tak typowym owocem nie pachnie, ale i tak zapach ma cudowny. Często go kupuję, więc nawet nie jestem w stanie oszacować ile takich butelek zużyłam. Nie wysusza mi skóry, nie muszę po nim niczego stosować. Mój produkt wszech czasów!

Szczerze się przyznam, że po wyrzuceniu całej tej siaty zrobiło mi się lżej na duszy :)
Gratulacje, jeśli dotrwaliście do końca. W przyszłym tygodniu pojawi się część druga, z produktami, które musiałam pożegnać, ze względu na datę ważności.

A tymczasem udanej środy!
Kia xx